ociechuj

Nawet nie wiem, jak to inaczej opisać. ‘Ociechuj’ to najbliższe mojemu stanowi ducha. No bo jesteś sobie matką jedynaczki, udało ci się wynegocjować spanie w nocy, pobudki w okolicach 9 rano, wiesz już wszystko o pampersach i ich zawartości, wiesz, że kąpiel może być traumą albo świetną zabawą, w zależności od fazy księżyca…Wszystko wiesz. Jakie legginsy ubierzesz do ćwiczeń po połogu, jaki płyn do kąpieli, jaki proszek… A potem rodzisz, kobieto-matko jedynaczki, tę dziecinę nr 2. Ociechuj. Dziecina nr 2 nie negocjuje, no chyba, że techniką mokrego gniazda, ale to raczej terroryzm niż negocjacje. Dziecina nr 2 ma uczulenie na płyny używane przez poprzedniczkę, budzi się w innych godzinach, nie daje spać, nawet pieluchy innej marki trzeba kupić, bo ma inną figurę… czaicie, kartofel miesięczny ma figurę! ociechuj! Czuję się zdziwiona niby ta żaba na torowisku.

I pocieszam się tylko, że niektóre mają bliźniaki. Ale to zasadniczo słaba pociecha.

A myśli te naszły mnie na okoliczność Strefa Komfortu Mamy, a dokładniej lektury jednego z postów… Będąc w ciąży myślałam, co to nie ja. No nic, sypię łeb popiołem i zastanawiam się, jak nasze prababki dawały sobie radę z gromadką. Bohaterki.

Advertisements

27 Replies to “ociechuj”

  1. Miałam to samo! Moja dwójka dawała nam tak popalić, że ledwo uszliśmy z życiem. Skubana za chwilę ma 2 lata i na szczęście wszystko się unormowało. Tego też Tobie życzę, żeby jak najszybciej te troski minęły. 😊

    Like

    1. No weź nie strasz, w sierpniu drugie rodzę i żyję sobie w błogim przeświadczeniu, że no halo, przecież już wszystko wiem…
      Boże, żeby bez takich!

      Like

  2. 😁 a czy mogło być inaczej??? Toż to odrębna jednostka, widać już od początku chce pokazać swoją niezwykłą osobowość, mocny charakter i własny pogląd na świat 🙃 Nima lekko! Wiem co mówię, moje trzy do siebie nie podobne a wszystkie moje i z jednego ojca… Każdy przeczołgał matkę na swój wyjątkowy sposób 🤪😉 Serdeczności ❤️

    Like

  3. Ja prawdziwą szkołę życia miałam przy Młodej. Naczytałam się cudownych pisemek dla przyszłych mam, że będzie uroczo i kolorowo. Ociechuj to dobre wyrażenie jakie towarzyszyło mi przez długi czas. Tak… A potem urodziłam Małą. I wiesz… nie wierzę że można tak zwyczajnie, prosto i bezproblemowo. A może Młoda mnie tak już wyszkoliła, że na te mikro problemy nie zwracam większej uwagi…
    Przesyłam mnóstwo cierpliwości i…energii;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂

    Like

  4. Aksiniu, podziwiam Cię: nawet będąc w stanie “ociechuj” zachowujesz swój humor. 😉 Ale jak najbardziej rozumiem Twe zmęczenie i obecny stan ducha (jako matka dzieci “rok po roku” też onegdaj swoje przeszłam).
    Oby z każdym miesiącem było Wam lżej!
    Ps. No i zobacz na plusy – przynajmniej rutyna Ci nie grozi, bo wszystko jest inaczej. 😉

    Like

      1. Ani syn ani córki. Nikt z nich nie kwapi się. Syn i starsza córka zdeklarowani, nie widzą sposobności znalezienia swego cudu na życie. A młodsza od 2 lat zakochana w Omarze z Egiptu, ale zwolenniczka rozwoju osobistego, kończy jedne studia magistra i już planuje następne dokształcanie. Zobaczymy co z tego będzie, ale póki co cienko widzę.

        Like

  5. U was też, od fazy księżyca? Ociechuj!
    Co mam ci powiedzieć, moja droga? U mnie było to samo. Tak, łącznie z pieluchami. Królewska dupcia Wiki do luksusów przywykła, a tu nagle zmiana na tańsze, bo już popyt na pieluchy podwójny, i trzeba było hurtowo. Wika przesypiała całe noce, a Oli darła się, mniej więcej co 3 godziny. (W tym czasie Wika zaczęła lunatykować). Wszystko stanęło na głowie.
    Myślę, że mamy bliźniąt mają jednak łatwiej.

    Like

  6. O ten argument to często słyszę: moja babka wychowała siedmioro. No więc jak to robiły te nasze prababki? Puszczały dzieci samopas, nie przejmowały się jak wyły w niebogłosy, kazały sześciolatkom opiekować się niemowlętami i generalnie zrzucały na dzieci część własnych obowiazków. Ja tam za bohaterki ich nie uważam i nie sadzę, że lepiej sobie radziły niż my kobitki teraz:)

    Like

    1. Podejrzewam, że było różnie. W mojej rodzinie przetrwały legendy o 2 prababciach, że były wspaniałymi, mądrymi kobietami, które nie dość, że dzieci wychowały, to jeszcze na nie zarobiły [bo pradziadkowie w tej narracji nie występują, wyobraź sobie moje zdumienie, kiedy na grobie zobaczyłam, że pradziadek przeżył prababcię, a ja całe życie słowa o nim nie usłyszałam, myślałam, że w czasie wojny przepadł] i 2, które zgubiły nawet imiona, a z całego ich życie pozostały tylko 2 śmierci – każda z nich straciła w jakiś dziwny sposób dziecko. I nic więcej nie wiadomo. Więc było różnie, tak, jak i teraz. Ale miały ciężej, to z pewnością.

      Like

Leave a Reply

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s