Zamrożony cukier

to chyba jedyne porównanie, które przychodzi mi do głowy, jedynie nie zawierające wulgaryzmów, cukier, taa, barwy cud-miód, delikatny róż złamany beżem, piękny, naturalny, tylko trzeba się go czasem pozbyć, dla higieny, owszem, mogłabym dłużej, ale dla higieny raz na tydzień bez tego cukru-lukru-gołoledzi-szadzi… tak, szadź podoba mi się nad wyraz. Zatem atak zmasowany, bez acetonu jednakowoż w trosce o związki chemiczne, za to zapach dodali, migdały, a może czekolada… Chłop wchodzi do dom i już od progu woła:

– Kochanie, a może ja ci w końcu rozpuszczalnika pożyczę?

– Nie musisz, mam swój słoiczek, do lakieru do drewna…

– To czemu katujesz nas wszystkim tym świństwem zamiast rozpuszczalnika użyć? Minuta i po krzyku, a z tym idiotyzmem siedzisz już chyba godzinę?

Nie wiem, czy godzinę, jak mi się co dłuży, to mam wrażenie, że umieram z nudów wraz z zamrożonymi eonami… Owszem, zastanawiałam się nad zanurzeniem w słoiczku rozpuszczalnika, bo prawdą jest, że jeśli do ostrego zamachu chemicznego dorzucić migdały to efekt będzie vomitogenny i nie ma, że ktoś odporny… ale ta śliczna buteleczka z pompką, no jak to tak wyrzucić i ordynarny słoik…? Zresztą, już koniec.

Tak. Lakier z brokatem zmywa się długo, z trudem i w bólach.

Z jakiej to przyczyny, mając tę wiedzę, nadal używam brokatu? Nie dlatego, że śliczny, bez przesady.

Czasem, kiedy piekarnik gorący, Kijanka pełzająca a Chłop coś dłubie – muszę szybko uspokoić Żabkę. Siadam przed nią, wyciągam pazury… a ona jest przez kilka minut szczęśliwa, bo brokat tak śmiesznie łaskocze.

…a potem siadamy do malowania.

…jak ktoś ma mniej idiotyczny sposób uspokajania dwulatki – to ja chętnie wypróbuję. Nie, bajeczki w TV się nie liczą, to jest broń ostateczna i nie można stosować za często.

Tak, zdjęcie jest bez związku – po prostu tęsknię za taką ładną, łagodną wiosną.

drzewko

 

Advertisements

7 Replies to “Zamrożony cukier”

  1. Kiedyś pomalowałam takim paznokcie dolne. W sensie u nóg. Stóp znaczy. Po dwóch tygodniach zauważyłam, że minęły dwa tygodnie. No, trwały, trzeba przyznać. Zmycie tego było koszmarem – brakowało mi wtedy dłuta…

    Like

      1. Ano, dla urody trzeba cierpieć 😉 raz tak zdrapywałam, że połamałam pazury.
        Raz nawet szlifowałam ten brokat.

        A i tak pewnego pięknego dnia bezmózgowie mnie złapało i kupiłam kolejny lakier z tym badziewiem…

        I zrozum tu kobiecą logikę.

        Like

  2. Troche pomaga pomalować najpierw innym lakierem przed tym z brokatem, ale zmywanie wciąż jest uciążliwe. I ja ostatecznie też zdrapuje jak już zmywacz nie daje rady :p
    A ogólnie to unikam lakierów z brokatem, bo to po prostu koszmar.
    Sposobów na uspokojenie 2latki niestety nie znam 🙂

    Like

Leave a Reply

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s