creep…

Nie mam na myśli kultowej pieśni, aczkolwiek ostatnio dziwnie często ją nucę

[nie no, wcaaale nie mam na myśli, że słowa

But I’m a creep
I’m a weirdo
What the hell am I doing here?
I don’t belong here
I don’t belong here 

jakoś do czegoś pasują! Najzwyczajniej w świecie próbuję wszystkiego, by wybić z pamięci Macerenę. I Lambadę.]

Otóż Okularnica przypomniała mi o pewnej pozycji, w TYM wpisie. Chodzi o “Świąteczny dyżur” Adama Kay’a, autora “Będzie bolało”. Nic na to nie poradzę, ale ta książka dla mnie jest zabawna. Nie w całości, ale jest. Uwielbiam opowieści lekarzy. Takoż chirurgów. Położników może najmniej. Jedynym lekarzem, z którym nie będę rozmawiać z własnej woli jest stomatolog. Czemu nie poszłam na medycynę? Mdleję na widok krwi. Zasadniczo bardziej na zapach, ale nie czepiajmy się. Opowieści z izby przyjęć mogę słuchać do poduszki.

A książkę czytałam raczej jako przestrogę, jak życie zawodowe niszczy życie prywatne. Zdarza się to w każdej korpo, zdarza się, gdy człowiek się zapomni, zdarza się, gdy człowiek nie ma wyboru. W szpitalu są bardziej drastyczne przypadki, ale też jest nagroda – gdy uratujesz komuś życie.

Bardzo nieświąteczna, ciekawa, pouczająca i – przyznaję ze wstydem – dla mnie zabawna książka.

Czemu creep, poza piosenką i panem Adamem? Jak kończą mi się kwiatki – a kończą pod kosiarką zazwyczaj – to zatapiam inne przedmioty. Grzybki czy listki w sumie norma. Zatapiam jednak też robaczki. Siedzę i myślę jak je udziergać, właśnie wyszły z formy. Nie, nie zabiłam. Biedronkopodobny ugotował się na strychu, a ten drugi wpełzł do książki czytanej przez Żabę. Nie zauważyła go i zamknęła. Tak jakby się uprasował.

ps Tak, nadal mam ochotę uciec z krzykiem na widok mrówki. Że o innych robaczkach nie wspomnę.

5 Replies to “creep…”

      1. dlatego też takich kwiatków nie uznaję.
        Ale wracając do zwierząt. My mamy trochę korbę na tym punkcie. W naszej rodzinie darzy się zwierzęta niemal takim samym szacunkiem, co ludzi. Daję sobie rękę uciąć, że Tomasz rzuciłby się pod auto ratując obcego psa. Oboje schodziliśmy do bunkra uratować jeża, który okazał się szczurem, ale to nie miało znaczenia. Tamaluga nie przejdzie drogą, gdy są na niej mrówki, żeby przypadkiem jakiejś nie nadepnąć.
        Jem mięso. Niezmiernie rzadko, ale jednak i nie jestem z siebie dumna. Jednak nie mogłabym eksponować martwego zwierza.
        Jeszcze mogę to wytłumaczyć traumą z dzieciństwa, w postaci dziadka myśliwego. Mieszkając pod wspólnym dachem kilkanaście lat, po powrocie ze szkoły czekały mnie takie niespodzianki jak martwa sarna w przedpokoju i dwa zające w łazience. Wmawiano mi, że to normalne. Ba! Dawano nawet zajęczą łapkę “na szczęście”, z zastygłą krwią. W miarę dorastania zorientowałam się, że coś jest nie halo, i to coś jest nie halo z moim dziadkiem. Nigdy zresztą za nim nie przepadałam. Do tej pory myśliwi budzą we mnie wstręt. Myślisz, że nie ma to nic wspólnego ze zdechłą (niechcący) biedronką? Po prostu nie mogłabym nosić martwego zwierzaka, i tyle.

        Like

      2. Nie wiem, w cudze traumy się nie wcinam, nie miałam myśliwych w rodzinie, za wysokie progi.
        Ale wiesz, że większość zwierząt i tak umrze? I ludzi takoż? W zasadzie to większość od początku świata zmarła. Nawet gwiazd.

        Like

Leave a Reply

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s