O matkach i czarownicach

Moja ulubiona psychiatra twierdzi, że wszelka macocha w bajce to późniejszy wpływ, kiedy już nie wypadało być złą matką. Zło zostało przypisane do tej drugiej, macochy. A przecież w pierwotnych wersjach – czy to Kopciuszka, czy Królewny Śnieżki – ta zła – to matka…

Czy matka może być zła?

Głupie pytanie.

W końcu tyle się widzi i słyszy, tyle patologii, tyle okrutnych zwyczajów.

A jednak gdzieś w kliszach, slajdach, przeźroczach… Tych wyblakłych, niby w Bajce – matka to ta najbliższa, najdroższa, ta która rzuci się pod tramwaj, by dziecko nie umierało samo, ta, która pocieszy, nauczy, wytłumaczy…

Chyba, że nie.

“Moja mama czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej” …podejście trzecie, tym razem ukończyłam. Czytałam z bardzo mieszanymi uczuciami, trochę, jak opowieść Kiry Gałczyńskiej. Przez większość stron jedyne pytanie, które mnie dręczyło, to “Co ona ci, dziewczyno zrobiła, że tak jej nie znosisz?!” Tak, niechęć córki była widoczna w każdym akapicie. A potem doczytałam ostatnie rozdziały, o życiu osobistym. Moje pytanie okazało się głupie. Porzucone córki nie wybaczają. Nieważne, co mówią, zadra, a raczej dość konkretna rana, pozostaje.

I jak to jest? Kira Gałczyńska też była w pewnym sensie porzuconym dzieckiem artysty. Poeta porzucał ją – jak i jej matkę – by tworzyć, by wieść tryb  życia luźny… Ale Kira broniła ojca jak lwica.

Czy tylko ojciec ma prawo do artystycznego zawodu?

Czy każda kobieta ma porzucić siebie i dać się zamknąć wśród pieluch, papek, gaworzenia? A jeśli nie chce? A jeśli nie potrafi? Dziecko przecież miało dobry dom, było kochane… Dlaczego kobieta ma być napiętnowana dlatego, że raz nie sprawdziła się w roli matki? Ten raz może kosztować kogoś życie.

Dziwnie mi się czytało tę opowieść. Książki Terakowskiej łykałam jak młody pelikan. Owszem, było to dawno, nie wiem, jak oceniłabym je teraz. Może to dobry pretekst do powtórki. I podobno książki te należą obecnie do lektur obowiązkowych. Taki zabieg – jak i późniejsze omawianie w klasie – potrafi zniszczyć najlepszą prozę.

Niemniej – “Moja mama czarownica” jest trudne w odbiorze. Trąci grozą. Przynajmniej dla mnie. Może jestem przeczulona.

8 Replies to “O matkach i czarownicach”

  1. Myślę, że w książce było ciepło większe niż w rzeczywistości, bo słowo pisane jest stonowane. Czytałam kiedyś wspomnienia córki A. Osieckiej, skóra cierpła. Wielki człowiek też może być okrutnym dla własnych dzieci. Nie wszyscy chcą napisać prawdę, wolą polukrowany obrazek.
    Serdeczności zasyłam

    Like

  2. O rany. Widzisz, ja również kiedyś zaczytywałam się w prozie tej autorki. I zadałaś dobre pytanie – czy kobieta nie może zrezygnować, odpuścić na rzecz swoich priorytetów? Zawsze ma grzebać je pod pieluchami?!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂

    Like

Leave a Reply

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s