Jesienne maliny czyli placek amiszów

Jesienne maliny nie smakują słońcem – tylko deszczem. Nie pachną oszałamiającym odurzeniem, już raczej rozpaczą. [“Mamusiu, popachnij te maliny! one są inne. One nie pachną. Niczym” – czyli właśnie rozpaczą, bo dla mnie brak to rozpacz, taki brak, którego nie zapełni nikt i nic, nigdy już]

Tych malin dzieci nie chcą jeść. Nie smakują im.

Mogę więc bezkarnie piec placek z malinami. Taki, no, dla amiszów, Olitoria mnie podsumowała, niech będzie

1,5 kubka mąki – pszenna lub orkisz, razowa jakoś niekoniecznie
1/2 kubka cukru
szczypta soli
3 łyżki kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 kostki masła lub trochę oleju
1 kubek mleka lub jogurtu

I obowiązkowo kubek jesiennych malin prosto z krzaka.

Wymieszać, wrzucić maliny, wciepać do małej keksówki, piec w 180 jakoś pół godziny.

Jest beznadziejnie brzydki, ale smak uwielbiam.

Co jeszcze robię poza ciastem? Wyplatam. Jak niżej. To jeszcze wspomnienie wiosny, bo to bez z jakimś dzwonkiem czy fiołkiem.

One Reply to “Jesienne maliny czyli placek amiszów”

Leave a Reply

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s