Bo czasem nie ma nikogo

Szybka notka z marszu, przemyślenia i oceny potem.

Truchtałam nocą ciemną przez wieś moją mroczną* do paczkomatu, celem nadania paczki.

W jedynym oświetlonym punkcie wsi, czyli pod Frogą, zbierał się tłumek nudzących się młokosów.

Coś tam komentowali, coś klęli w kilku językach, poligloci.

Nie mój cyrk, nie moje małpy, bez obrazy dla małp, ja tu tylko szybko, szybko, przemknę jak sen jaki złoty, nikt mnie nie zauważy…

“Przepraszam panią, gdzie tu jest dworzec?” dobiegło mnie gdzieś z cienia. No byłam jedyną “panią” w okolicy [co prawda na panią trzeba mieć wygląd i pieniądze, ale czasami wystarczy płeć], więc z grzeczności odpowiedziałam

“Prosto i w lewo za kościołem.” po czym bezmyślnie dopytałam “Ale po co pani dworzec?”

Wtedy wyszła z cienia. Śliczna, jak laleczka, w czerwonej kurteczce, rude loki i spiczasty pyszczek, a makijaż w czarnych strugach poplamił jej maseczkę. Ociechuj.

“Potrzebuję dojechać do Dz-owa”

“Acha… ale to nie z dworca. Dworzec jest, ale torów nie ma. Coś się stało, pomóc jakoś?”

“Pokłóciłam się z chłopakiem i wysadził mnie tu. Ja nie wiem, gdzie jestem i nie mam pieniędzy. Muszę wrócić do Dz-owa”

To by tłumaczyło to poruszenie wśród chłoptasiów pod Frogiem. Mieli darmowy cyrk. A potem sobie przypomniałam, że stąd to ona nigdzie nie dojedzie, przez pandemię padły wszystkie prywatne linie busików, pks jeździ tak do 18 może i zasadniczo to chyba jest problem. I chyba już trochę czasu tu spędziła, bo wieczór był ciepły, a ją telepało, jak w najgorsze mrozy. Wyjęłam smycz, zadzwoniłam do Księcia mego, nadałam paczkę, po kwadransie przypuszczenie obróciło się w kamienną pewność, że stąd się nie da wydostać, przywlokłam dziewoję do siebie, Książę wskoczył za kierownicę, zawiózł dziewoję do Wro na dworzec, wcisnął w małą łapkę bilet i pomachał na drogę. Czekolady nie chciała. A powinna była, bo bledsza już była od kredy, nie wiem, jak ona kolejne dwie godziny wytrzymała.

A teraz poza opowieścią – ponieważ kupowaliśmy jej bilet on line, to mieliśmy jej dane. Sprawdziliśmy potem z ciekawości na twoarzoksiążce. To zaryczana lisia buzia jest matką dwóch małych szkrabów. Takich mini-mini. Stanu wolnego. Bez pracy.

Jakim trzeba być złamasem, żeby wyrzucić z samochodu kobietę w środku ciemnej wsi? W dodatku w tak rozpaczliwej sytuacji życiowej

[*] ciemna wieś dosłownie, ponieważ gmina tnie koszty. Nie będzie ronda, inwestycje wszystkie stanęły, boisko dla dzieci w 2/3 stoi pod wodą, bo zabrakło kasy. I nikt już nie dziwi się, że ciemno, bo nie palą się latarnie. Tylko pod kościołem jedna i pod Frogiem druga.

A ta lisia panna nawet nie wie, jakie miała szczęście, bo naprawdę rzadko wychodzę i byłaby zdana na tych kolesi. A to mogłoby się skończyć różnie.

Ale co się przez godzinę zastanawiałam, czy mi Księcia gdzieś nie ubije, bo to podstęp, jakaś grupa zorganizowana etc – to moje. Było tylu kryminałów nie czytać.

I zastanawiam się czasem, ilu tragediom pandemia będzie winna, bo w normalnych warunkach wsiadłaby w busika, zadzwoniła do domu, by ktoś z gotówką wyszedł na przystanek i już. A tu nie ma busików. Ani taksówek. Ani torów.

9 thoughts on “Bo czasem nie ma nikogo

  1. Aaa, i wszystko jasne. Jacy my do siebie podobni w reakcjach i czynach, ech… Piękna historia. Możecie czuć się bohaterami. Pozostaliście w tej ciemnej wsi po jasnej stronie mocy. 💗
    P.S. To na fejsie takich rzeczy można się dowiedzieć???

    Like

  2. Zachowanie gościa chyba zostawię bez komentarza. Gratulacje za dojrzałe i – co by nie mówić – odważne podejście do tematu!
    PS. Kto wie, czy później do niego nie wróciła…

    Like

Leave a Reply

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s