Wiosenne mleko, wielka wojna i na marginesie

“Mamusiu, mamusiu, Elżbietka zniknęła!”

…no trudno… czy ja znam jakąś Elżbietkę? Takie pytanie przed świtem to ja uważam za podchwytliwe, no, jedną elżbietkę co najmniej, dopiero co był pogrzeb jej ojca [tak, covid zabija, aczkolwiek głównie innych chorych, bo nie działa służba zdrowia i nie ma operacji, które są niezbędne do życie, więc się liczy jako covid czy jako zawał, jeśli to serce, co miało być operowane, to jednak nie zostało operowane, bo nie?], trudno, pojadę na pogrzeb, zaraz, jeśli zniknęła, to nie ma trupa, tylko na razie szukają, czyli nie ma pogrzebu…

“Żabusiu, jaka Elżbietka?” z całą grzecznością, na jaką mnie stać bladym świtem, pytam dziecinę mą.

“Za oknem, mamusiu. Nie widać jej. W mle jest”

“A, to spoko. Wróci w południe, do południa mgła zniknie” wyjaśniam. Rzut oka za okno – fakt, wiosenna mgła jest gęsta niby mleko, Kościoła garnizonowego nie widać, biel totalna. Jakby jakie bóstwo zarzuciło biały aksamit na umęczone remontami miasto. Swoją drogą – co za mania jakaś, że za wszystko, co zła, obwiniać bóstwa? Pogoda, to ja jeszcze rozumiem, ale jak dorosły człowiek może bez wstydu uznać, że ‘zło’ czające się w drugim homo sapiens to wynik opętania czy przejęcia przez bóstwo czy demona? To tak na marginesie lektury “Opowieści z mekheeńskiego pogranicza”. Cykl zdobywa kolejne nagrody i rzesze czytelników, a ja mam kilka uwag. Po pierwsze – już to wszystko kiedyś grali, chociażby w Księdze Całości Kressa. I jednak kontakt bezpośredni z autorem jest wskazany. Bo na ten przykład Kress potrafił przyznać, że z tysiącem cwałujących jeźdźców to lekko zaszalał, bo tysiąc, to jest jednak dużo i w świecie rzeczywistym to cwałujący tysiąc nie ma racji bytu. I wyjaśnił takoż, że jego podejście do żołnierzy rzeczywiście może się wydawać nacechowane nadmiernym optymizmem, ale akurat żołnierze to ci ludzie, którzy go nigdy nie zawiedli. Przy takich pobocznych wyjaśnieniach – Księga Całości nabiera dodatkowego smaku. A autor Mekheenu takich atrakcji mi nie dostarczył. I książki same się nie bronią. I nie broni się świat, w którym zło jest zewnętrzne, nadprzyrodzone. Serio, homo sapiens nie potrzebują szalonego boga, jednego czy drugiego. Wiem, że to fantastyka. Pierwsze tomy czytało mi się nieźle – ale im więcej kosmogonii tym nudniej. Początek do łyknięcia. Północ-Południe były przyjemne [aczkolwiek może to tylko moja miłość do gór nieśmiało podnosi łeb, popijam oscypka senchą z ryżem, tak, Północ-Południe to mój tom 😉 ], potem zaczyna mi zgrzytać. Ale Kressowe opowieści też mi zgrzytały od któregoś momentu. I przyznać trzeba, że u Kressa nigdy nie miałam pewności, kto dożyje końca tomu, w Mekheenie nie zabijają mi ulubieńców [póki co 😉 ].

Mleczna mgła zza okna powoli ustępuje. Drzewa otulone słodką watą kwiecia uśmiechają się wiosennie. Na wsi jeszcze nie kwitną, tam tylko hiacynty, żonkile i jaskry. Ale jak zakwitną, to pewnie porobię jakieś wiosenne zabawki, jak w zeszłym roku, z jabłoni czy czereśni. W końcu słodkie były. Część zawieszek jeszcze jest i się poleca.

Jeśli coś nie jest widoczne w SKLEPIKU – to zapraszam do kontaktu bezpośredniego.

2 thoughts on “Wiosenne mleko, wielka wojna i na marginesie

  1. Boże. Mam nadzieję, że się znalazła. Jeśli to Elżbietka, którą mam na myśli!
    Północ -Południe to kojarzy i kojarzyć mi się będzie po wieki wieków, z moim ulubionym serialem…

    Like

Leave a Reply

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s