Ogród Japoński czyli małe dziecko w innej kulturze

Ogród Japoński Siruwia za Jelenią jest cudownym miejscem, ogrom włożonej pracy jest widoczny na każdym centymetrze kwadratowym, a jeśli w zwiedzaniu coś poszło nie tak, jest to mój osobniczy przypadek i winę ponoszę ja sama.

Wytarabaniliśmy się z samochodu, widowiskowo raczyłam zwomitować, jednak wokół Wro mało ostrych zakrętów, więc mój błędnik mnie znienawidził. NIE polecam tej trasy początkującym kierowcom.

Ceny dość zaporowe, a nasza czterolatka w żaden żywy sposób nie wygląda na poniżej 3 roku życia, raczej na około 5, więc za nią też trzeba było zapłacić.

Z biletami w garści pognaliśmy na “Państwo się pospieszą, to jeszcze zdążą na początek pokazu, tam za pawilonem, a potem to zwiedzanie z przewodnikiem” – no to kurzgalopek i dawaj.

Zapomniałam spytać, co za pokaz, no, ale, umówmy się, co może być pokazywane w Ogrodzie Japońskim. Pewnie ceremonia herbaty, lepiej stać dalej, bo te moje małe zaraz będą chciały sprawdzać, czy z pewnością gorące, gorące, czy można pić…

Acha… herbata…

Więc to był pokaz walki. Samuraje vs Wikingowie. Dla mnie ubaw po pachy, dla siedzących obok jakby mniej.

Mamusiu, ale dlaczego się biją? Bo to faceci. Mężczyźni od zarania dziejów tak mają, że najpierw się biją, potem piją, a potem są zdziwieni, że trzeba posprzątać zniszczenia. Mamusiu, ale oni mu zrobili krzywdę! Nie, to teatr, udają to, co było, jak Czerwony Kapturek w przedszkolu…Mamusiu, ale on się nie rusza… Żaba, nie dźgaj zmarłego, nieładnie. On udaje zmarłego, potem wstanie do ukłonu, oddaj mi ten patyk. Nie, teraz nie wstanie, bo popił wczoraj, zawsze jest taki jeden, co wypije za dużo i potem na pokazie cały pokaz leży. Mamusiu, a samurajowie to skąd? Pamiętasz, jak rysowałyśmy gejsze? No to samurajowie to ich mężowie. Mniej więcej. Mamusiu, maszyna od dymu im się zepsuła...Nie bój się, po prostu teraz chcą, by było więcej widać. O, zobacz, wstaje dowódca samurajów i zmierzy się z wodzem wikingów… Mamusiu, ale dlaczego on się cieszy, jak może być zabity???

Zdjęć z tegoż eventu brak, bo Żaba siedziała mi na kolanach i odmawiała zejścia, w kluczowych chwilach próbując na mnie wejść. Jakby to mogło jej w czymś pomóc.

Potem wycieczka z przewodnikiem, bardzo cierpliwym i doskonale poinformowanym młodym człowiekiem, który na pytanie “Co tak pachniało, kiedy wchodziliśmy, tak trochę z lewej, świeżo, ale oryginalnie….?” wskazał krzaczek i podał nazwę zwyczajową oraz łacińską. Teraz go szukamy, bo pachniał, jak marzenie. Krzaczek, nie przewodnik.

Jaki jest ogród japoński – no, duży i japoński, ma wodospad, przycięte drzewka, lampy z duszą, [jak słyszę, że człowiek kochał przedmiot i część tej miłości i atencji zostaje potem w przedmiocie, to mi się trochę flaki gotują, bo mógłby ten człowiek kochać zwierzęta albo ziemię, a nie niszczyć wszystko wkoło i kochać martwe przedmioty, ale to moje prywatne – nie, nie rozumiem kochania przedmiotów – możesz kochać tego, kto ci podarował przedmiot i ten przedmiot może ci przypominać miłe chwile, ale kochać przedmiot? Serio?] suchy ogród zen [a kto poruszy piasek ściągnie przekleństwo na 5 pokoleń swej rodziny, 3 w przód i 2 wstecz, więc pani trzyma tę małą ninję – tak, to było do mnie o Kijance, która właśnie próbowała zanurkować w piasku, bo jej się plaża przypomniała]

Xżę sarka, że coraz gorsze zdjęcia robię, cwaniak, spróbowałby robić zdjęcia i pilnować, by 50% progenitury się nie zabiło…

Ale to są detale. Przy wyjściu otóż jest plac zabaw.

Jest boski.

Wcale nie mam pewności, czy nie byliśmy tam dłużej, niż w ogrodzie. Zdjęć mam tylko kilka, bo potem cisnęłam w bok aparat i zaczęłam się wspinać. Żeby asekurować Żabę, oczywiście XD. Tak, te zjeżdżalnie udźwigną średnich rozmiarów mamuśkę.

Ogród, jak ogród, japoński. Ale plac zabaw obłędny, polecam bardzo.

18 thoughts on “Ogród Japoński czyli małe dziecko w innej kulturze

    1. Ze starszym pewnie można spokojnie przejść pod wodospadem, ale jak gonisz za takim małym, … nie, starsze były znudzone. Ale grupy reko były ok, namiot wikingów sztos – szczególnie, jak Kijanka przepełzła pod ogrodzeniem i próbowała się dorwać do gara z gulaszem… w życiu tak szybko nie skakałam przez przeszkody XD

      Liked by 2 people

      1. To wiesz – Ty do ogrodu i kawiarenki, a młody na liny i spotkacie się przy wejściu za kilka godzin 😉 Bo tam jest super kawiarenka, a może herbaciarnia? ale mnie czasu nie starczyło… i kolekcja lalek i zbroi, ale miałam już takie wycie o plac, że machnęłam ręką. Kiedyś wrócę.

        Liked by 1 person

  1. O, podobałby mi się ten ogród. 🙂 Ja bez dzieci, które mogą sprowadzić przekleństwo na rodzinę, więc i bez stresu. 😀 Szkoda tylko, że nie jest bliżej.

    Like

  2. Cały czas miałam nadzieję, że tam zajrzę, bo kiedyś marzyłam o ogródku w stylu japońskim. Nawet przez dwa lata kupowałam krzewy, które zimy nie przeżywały, a potem głazy i piasek, o którym czytałam, że musi być codziennie grabiony. Na szczęście moda na japońskie minęła, jak na wszystko.
    Daj znać, jak znajdziesz nazwę tego pachnącego…
    Serdeczności

    Like

  3. Haha, z tymi placami zabaw to jest bez względu na miejsce. Chociażbym była w moimi Dziewczynami w najfajniejszym /z mojego punktu widzenia/ miejscu na świecie, one i tak się rzucą na plac zabaw. A ten ze zdjęć wydaje się naprawdę zacny!
    Pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂

    Like

Leave a Reply

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s