Łup!

Małe ciałko bęcnęło w szybę. Oszołomiony ptak aż przysiadł na parapecie, pokręcił głową. Wybiegłam poszukać pierza, w końcu od takiego strzału powinno było coś w powietrze ulecieć – gdy dobiegłam nie było ani ptaka, ani pierza. Nie próbował ponownie przebić się przez szybę, jedno bęcnięcie wystarczyło. Znaczy – ptak mądrzejszy od wielu kobiet. Tłuczemy w ten szklany sufit i wydaje nam się… Co nam się wydaje? Że stłuczemy? Że kogoś obejdzie rozbita głowa i uchyli okno? Serio? “Od jednego Lucypera” pani Anny Dziewit – Meller traktuje właśnie o losie kobiet z pewnej związanej ze Śląskiem rodziny. Jedna z tych rodzin, … Continue reading Łup!

Ton,tony [ale nie Halik]

I Aksinia: Spokojnie, nie spiesz się tak, nigdzie nie leć, spokojnie… Wuju [z lekka speszony] Bardzo ci dziękuję, wszyscy mi mówią, że mam wolniej jeść, tendencję mam taką, ale bardzo dziękuję… Aksinia [z lekka zdziwiona] Ale ja do Żaby mówiłam. Biega tak szybko, że się o własne stopy potyka. II Aksinia: Nie po śliwkach! Kurier [sus na 2 m w górę i spłoszone spojrzenie] O, rzeczywiście piękne śliwki pani spadły, przepraszam, to ja tak boczkiem przejdę… Aksinia [zdziwiona, ale jakby już mniej] Do dzieci mówiłam, wybiegły za mną, a nie ubrały butów, nie chcę, by nadepnęły śliwkę, bo os pełno… … Continue reading Ton,tony [ale nie Halik]