Dzień biedronki

Jeszcze chwila, a kwiaty podziwiać będę tylko haftowane lub malowane. Niby fiołki jeszcze kwitną, ale to zdecydowanie pieśń łabędzia. Niemniej – słońce tak przygrzało, że obudziły się biedronki. Bez sensu, powinny już spać. A cały dzień latały, oszołomione biedactwa. Dzięki temu wiem, że Żaba jak jest bardzo podekscytowana – potrafi liczyć do 15. Potem się mota i denerwuje. A fiołki to mam w dziwnych kolorach, poza czarnymi i pomarańczowymi wystąpiły czekoladowe z jasnymi żyłkami, dziwności… Ale zabawne. Źle trafione lektury to “Niewidzialni” Marczewskiego… No nie. Choćby mnie sto lat przekonywać – mieszkanie na hałdzie śmieci, wśród alkoholu i rabunków nie … Continue reading Dzień biedronki

A jesienią…

Ogród nabiera wreszcie właściwych barw, w południe słońce przygrzewa, wieczorem zimnem pociągnie, że aż trzeba się przytulać, by ciepło odzyskać. Papryki się skończyły, skubane – niemniej – polędwiczki można udusić też z podsmażoną dynią – i znów na talerzu słonecznie. Słoneczna też szarlotka bywa – nie dotarła wyciskarka do owoców, więc trzeba coś zrobić z jabłkami 😉 A ponad to – plotę. Druciki. I czasem myślę. Coraz więcej osób wkoło mnie twierdzi, że wirus może i jest, ale w końcu nie tak groźny, a to władza dąży do ubezwłasnowolnienia obywateli… No nie wiem… Trop konsumenta to raczej podlega koncernom, które, … Continue reading A jesienią…