Jak miód lipowy, albo stare złoto…

…o ile złoto byłoby płynne – tak właśnie od kilku dni słońce traktuje okolicę. Zalewa obłędną barwą, a ja myślę o jesieni. O jesieni w tym złocie?! Na szczycie jabłonki pysznią się rumiane jabłka. Pomyślałabym o wizycie u optometrysty, ale właśnie mam na nosie nowe okulary [poprzednie przegrały z dmuchanym materacem, mówi się trudno], zatem rumień jabłek nie może być powidokiem. A dopiero co były ślicznymi kwiatami. I znalazłam martwego trzmiela, powoli konsumowanego przez mrówki. To początek końca. Kto mi ukradł lato?! A kwiat jesieni pójdzie na łapówkę dla szwagierkolaski. Może dzięki niemu choć trochę się polubimy. Continue reading Jak miód lipowy, albo stare złoto…