Pomiedzy

dnem a krawędzią, między prawdą smutna i nie, chwytam oddech każdego poranka, jakbym z głębokiej toni się wyrywała, a to tylko stara Mara… Dziecina, Kijanka 4letnia raczyła zachorzec, niczym kawaleria na białym rycerzu przybył dziadek Kijanki, Ropuchem zwany. Zaczęłosie niewinnie, nie chciała jeść. Ale dziecko jeść musi, nieważne, że zawsze miała apetyt, więc przez te parę godzin z głodu nie skona, bo zapasy tłuszczyku ma. Dziecko jeść musi. Ale nie chce. Dziadek uznał, że przekupi ja słodkim. Tyle, że u nas słodkiego to nie ma nawet cukru, bo brązowy to tak średnio. Znalazł był jednakowoż miód. A potem dumny z … Continue reading Pomiedzy

Już wiem, co mnie tak męczyło!

Ropuch wykrzyczał mi prosto w słuchawkę. Hmm, co może męczyć ponad 70 letniego mężczyznę, poza uszkodzeniami hydraulicznymi? Wzdęcia? Bo nie sumienie, to się zapewne przedawniło. “Cóż takiego?” zapytowuję z minimalnym zainteresowaniem. “Urodziny miałaś! Córeczko, wszystkiego najlepszego….!!!!” “Acha.” spoglądam kontrolnie na kalendarz. “Masz urodziny jutro i się połapałeś, że mam przed tobą. Brawo” “Bo zabroniłaś mężowi swemu, by mi przypomniał” “Skąd wiesz?” “Bo inaczej by przypomniał.” *** “Wszystkiego najlepszego, wszystkiego najlepszego i żyj nam dziadku tyle lat, co Anna Jagiellonka, bo ona żyła długo.” …mina Ropucha, kiedy sprawdził, że do wieku Anny Jagiellonki brakuje mu 1 – słownie: jednego! – roku… Continue reading Już wiem, co mnie tak męczyło!

Bredzenie chorego … vol 2

Robbie: A co ty właściwie masz? Syna czy córę? Angela: Syna. Robbie: A to córa by ci się przydała, parka to zawsze parka. A wiesz, ja robię świetne córki, z moją żoną mam dwie cudowne, wiesz, polecam się… Angela: A wiesz, nie ma sprawy. Robimy, a potem ja rodzę, a ty wychowujesz i utrzymujesz do 18go roku życia, wchodzisz w to? Bloni z dmuchanymi ustami: A pani to chyba tu nowa jest, nie? To jak się pani pracuje? Aksinia: Spoko, tak samo, jak w pierwszym roku, czyli będzie tak z 20 lat temu. Blondi: E, to znaczy… Aksinia: To znaczy, … Continue reading Bredzenie chorego … vol 2

Bredzenie chorego na tyfus – wypisy z rzeczywistości

Robercik: I co, w lesie był? Na zbiorówce? Ja ci mówię, już męża straciłaś! Emilia: Był. A to tak długo? Robercik: Zasadniczo i pobieżnie to na zawsze. Emilia: A jak twoja żona to znosi? Robercik: Wiesz, ona mi kiedyś podpisała kartkę, że mnie kocha zarówno z wędkami, jak i z polowaniami i jak coś zaczyna, to ja tę kartkę zza pazuchy wyciągam… Emilia: Co przeskrobała? Robercik: Kobieto małej wiary! Nic nie przeskrobała, moja żona świętą jest. …opłacałem właśnie jej doktorat i 3cią speckę, bo ona wszystko prywatnie robiła, w sensie nie tylko medycynę zaocznie, ale potem wszystkie badania, doktorat… *** … Continue reading Bredzenie chorego na tyfus – wypisy z rzeczywistości

niewolnicy serii…

….moje zdanie, że seria, serial, saga to nic dobrego i służy li tylko wyciąganiu kasy i czasu odbiorcy jest zdaniem ugruntowanym, niezmiennym, obrzydzenie do wszelkich cykli mogę wykuć w granicie i nie będzie to z mojej strony przesada. Ale – progeniturę posiadam. zatem. Będąc młodą stażem matką prezent pod choinkę nabyć chciałam. Prezenty co do zasady nabywa się w księgarni. Na półkach, alleluja!, kolejne części “Skarpetek”. Nabyłam dwie. Hmm. Wyraźna zmiana targetu, dla mnie na gorsze. Jako rodzic czytający dziatwie na głos NIE doceniam, że zamiast zbioru krótkich opowiadań, gdzie każde traktowało o innym problemie i innym bohaterze, dostałam pelnoobjetosciową … Continue reading niewolnicy serii…

I wanna be your slave…

oglądamy z xżęciem mym filmik z występu Żaby, a tam na szarym końcu jeden chłopczyk wykonuje ruchy, których to nie powinien znać jeszcze przez ładnych kilka lat… “Wina rodziców. Ohyda. Jak to jednak wyglada” “Może to ich kolejne dziecko?” Wchodzę ślubnemu w myśl. “A co to ma do rzeczy?” On się dziwi. “A jak myślisz, jaką jest ulubioną piosenka Kijanki? Bo Żaby w tym wielu to były smurfy” “Nie wiem, PsiPatrol song? Jest coś takiego?” “Kija, tany!” Trzylatka wbiega i radośnie się gubiąc nuci… I wanna be your slave, i wanna be your master…. *** “Zadzwonią do ciebie rodzice Irminki…” … Continue reading I wanna be your slave…

zamiast aktualizacji

Bo umówmy się, który rok z rzędu można mieć jelitowke? To już nawet nie jest śmieszne, ze wszyscy po świętach czyja się ciężsi, a jak motylek. Obolały motylek. zatem polecajki lekturowe, bo tylko na tyle mnie stać. “Rozmowy z katem” Pana Kazimierza Moczarskiego. mhm, lektura szkolna. Nudna i upierdliwa, mhm. To polecam przeczytać po latach. Poleciłabym też wysłać do gazet, żeby się dziennikarze uczyli, jak się robi dziennikarstwo… a nie, wróć, gqzet i dziennikarzy już nie ma… Treść samej książki to coś w rodzaju spowiedzi życia kąta getta warszawskiego. Coś w rodzaju, bo skruchy to nikt nie uświadczy. Bęcwał bez … Continue reading zamiast aktualizacji

Dobre, bo polskie

Książki, oczywiście. Marta Kisiel – Małe Licho i tajemnica Niebożątka, i Anioł z Kamienia – ok, to nie jest lektura pierwszego wyboru dla dziecka, raczej dla mamuś przedszkolaków. Postaci i świat polubiony z Dożywocia i Szaławiły teraz w odsłonie dla dzieci – tylko, że ja bym dziecku tego nie czytała, klimat trochę za ciężki ponadto nie każde dziecko przyjmie z łatwością, że dorośli też się mylą i też mają swoje za uszami. Więc – raczej dla mamusiek, niż dzieci, ale jest okejka, Małgorzata Starosta – Wina wina, O gusłach się nie dyskutuje – Chmielewska to nie jest, ale nie musi. … Continue reading Dobre, bo polskie

Faza koralikowa trwa

Może nie w najlepsze, bo w najlepsze to trwa tylko katar, na który regularnie, jako honorowy mężczyzna umieram, i nie tak trwale trwa, jak faza rurkowa – ale tu też nie mam wyboru, to też związane ze zdrowiem, nawet jeśli nie fizycznym, to z pewnością psychicznym, moim i otoczenie – faza koralikowa trwa, tandeta dramatyczna, ale dzieci to kochają, a, że siedzę na zapleczu, to czasem też noszę. Sklepik zamknięty. Kolczyki poleciały w barter, dziewczyny jak zechcą, zaświadczą, że wytwory koralikowe ładniejsze, niż na zdjęciach. Siedzę i szukam bazy do spinki.W końcu koraliki muszę zużywać szybko, zanim progenitura je rozsypie. Continue reading Faza koralikowa trwa

So bartender, take my keys

What do you want from me? Where the whiskey goes down better, when they don’t know who you are Łyk świeżego powietrza, zanim żółty, gęsty smog znów zaleje zatoki Kopniak energii, zanim mięśnie znów zasną w pozycji półsiedzącej przed monitorem Cud, miód, orzeszki, lek na całe zło – targi dobrej książki. Oczywiście, na dworcu były ciekawsze, bardziej kolorowe – ale to było eony temu. A teraz? Teraz z czasem wyliczonym – dzieci wrzucając do kącika garncarskiego – biegnę przez alejki, jak przez wspomnienia, wilk przez owies, buszująca w zbożu – mijam pancura z irokezem tak sztywnym, że chcę go spytać, … Continue reading So bartender, take my keys